👉 Podczas każdej Eucharystii słyszysz słowa „Uznajmy przed Bogiem, że jesteśmy grzeszni, abyśmy mogli z czystym sercem złożyć Najświętszą Ofiarę”
🤔 Jest to moment w którym masz szansę stanąć w prawdzie o sobie, swoim życiu, relacjach. I nie chodzi o to aby Cię oskarżyć, czy obrazić, tylko byś dostrzegł grzech, który jak choroba może niszczyć Twoje życie
🤔 Czym więc jest grzech? Grzech jest obrazą Boga, przeciwstawieniem się Jego miłości do Ciebie i odwróceniem od Niego swego serca
👉 Grzech to słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu. Każdy Twój grzech oddala Cię od Boga, drugiego człowieka i siebie samego
👉 Zastanów się, jakie są pragnienia Twojego serca. W co angażujesz swoje zmysły, czemu poświęcasz najwięcej czasu, uwagi, starań, o co z całych sił zabiegasz? Czy to Cię oddala od wiary, miłości do drugiego człowieka, powoduje, że czujesz się źle sam ze sobą?
☝️ Gdy grzeszysz, obumierasz. Rozsypuje się Twoje życie i relacje. Powoli zanikają radość, nadzieja, pokój. Przychodzi zniechęcenie, poczucie bezsensu i ciągłego zmagania, brakuje sił
🥺 Grzech to jednak problem każdego człowieka. Święty Jan Paweł II powiedział „Człowiek – każdy człowiek – jest synem marnotrawnym”
🤔 Co to oznacza dla Ciebie? Że nie ma człowieka, który by nie popełnił grzechu. Są tylko osoby, które nie potrafią się do grzechu przyznać
🤔 Co Ci da uznanie się za grzesznika? Pozwoli Ci zrozumieć, że sam nie dasz sobie rady w życiu, że we wszystkim potrzebujesz Boga. Tylko ten, kto uzna swoją chorobę, zaakceptuje leczenie lekarza, ma szansę na wyzdrowienie. A Bóg jest lekarzem specjalizującym się w grzechach, Twoich też
☝️ Przyznając się do słabości jaką jest grzech, pokazujesz, że potrzebujesz pomocy, bo nie radzisz sobie sam
❤️ Ojciec miłosierny ciągle czeka na chwilę, kiedy powiesz: brakuje mi Boże Twojej miłości, brakuje mi Twojej opieki i akceptacji, pragnę Twojego wsparcia. Bóg Cię ciągle wypatruje, martwi się jak Ojciec, gdy długo do Niego nie wracasz
🙏 Życie ludzkie jest ciągłym odchodzeniem od Boga i powinno być nieustannym powrotem. Nawrócenie nie następuje raz na zawsze, ale jest procesem, osobistą drogą z przeszkodami prowadzącą nas do domu Ojca
❤ Bardzo fajnie ujął to Ojciec Święty Franciszek, mówiąc: „Bóg nie meczy się przebaczaniem nam; to nas męczy proszenie Go o Miłosierdzie”. Warto o tym pamiętać… On czeka na Ciebie w nieskończoność, nie zapominaj o tym.
👉 A o swojej drodze i powrotach do Ukochanego Ojca w świadectwie Renaty:
Jakiś czas temu przeczytałam słowa księdza, które mnie bardzo poruszyły, bo zostało w nich ujęte meritum moich niepowodzeń życiowych. Słowa te brzmiały tak: „Dopóki nie uznasz, że jesteś synem marnotrawnym, nie będziesz potrafił skorzystać z łask miłosiernego Ojca. Nie można pomóc dziecku, dopóki uważa, że świetnie sobie samo radzi.” Ze mną było jak z tym synem marnotrawnym, który bardzo chciał sam decydować o życiu i odszedł z domu kochającego Ojca w poszukiwaniu szczęścia wg. własnego pomysłu. Kilka dobrych lat żyłam w poczuciu, że Bóg nie jest mi specjalnie potrzebny. Miałam kochających rodziców, zdobyłam wykształcenie, dobrą pracę, nie żyłam z nikim w konflikcie, do kościoła chodziłam kilka razy w roku, nie przystępowałam do sakramentu pokuty, nie potrzebowałam Eucharystii. Prawie niezauważalnie, z dnia na dzień moje życie zaczęło się komplikować. Zaczęło się od poronienia, a później rozpadu małżeństwa z powodu alkoholizmu męża. Później był kolejny nieudany związek, po którym zostałam matką samotnie wychowującą córkę. Pomimo, że pragnęłam mieć pełną, wielodzietną rodzinę, ciągle trafiałam na mężczyzn z lekkim podejściem do życia. Trwało to kilka lat, aż w końcu przyznałam się przed samą sobą, że sama nie jestem w stanie nic dobrego zrobić ze swoim życiem, i że jeśli tak będzie dalej, to moja córka nie będzie mieć żadnego dobrego wzorca do naśladowania i będzie cierpieć tak jak ja. Postanowiłam po wielu latach przystąpić do spowiedzi i zacząć uczęszczać co niedzielę na Mszę Świętą wraz córką. Obowiązek co niedzielnej Mszy zaczął stawać się pomału przyjemnością. Bóg takimi ścieżkami mnie prowadził, że trafiłam na seminarium odnowy wiary, na którym po raz pierwszy poczułam, że Bóg kocha mnie taką miłością, której nigdy nie doświadczę od drugiego człowieka. Dziś wiem, że trwanie z dala od Boga na skutek odrzucenia Jego miłości, prowadzi do samounicestwienia . I pomimo, że nadal mi się zdarza upadać, popełniać te same lub podobne grzechy, staram się z nimi walczyć i jak najszybciej wracać w kochające ramiona Ojca. Trwając w Jego Bożej obecności odczuwam spokój i radość. Wiem, że On nade mną czuwa i zawsze mi pomoże, jeśli tylko do Niego się zwrócę. Wreszcie zagościły spokój i nadzieja w moim życiu. Chwała Panu!

